Od lat mam wrażenie że jestem w permanentnej transformacji, a moją głowę rozsadza coś od środka. A odkąd zaczęłam moją przygodę z mentoringiem, coachingiem i medytacją mam wrażenie, że wszystko mi się pieprzy w życiu! Albo oczyszcza. Wolę tak o tym myśleć!

 

Skąd się tu znalazłam? 

 

Od zawsze wewnętrznie czułam, że służenie innym to moje powołanie. Zawsze chętnie się dzieliłam doświadczeniem – i zawodowym i życiowym. Umiem słuchać i wyciągać wnioski. Poza tym mam dobrą intuicję, która (kiedy jej nie ignoruję) to działa bezbłędnie. Może właśnie cała moja życiowa droga miała mnie doprowadzić właśnie do tego miejsca, gdzie jestem teraz. Wszystkie moje doświadczenia dostałam po to, żeby być lepszym człowiekiem i tym właśnie się dzielić z kobietami. 

 

Ale po kolei…

 

Psychologia i rozwój osobisty to jest moja pasja. Uwielbiam wydobywać z ludzi potencjał i patrzeć na ich rozwój. Jest to dla mnie źródło niemałej satysfakcji. Jednak przez lata stawiałam innych wyżej niż siebie i pomagałam, nawet wtedy, kiedy o to nie prosili. Na przykład, kiedy koleżanka dostała wypowiedzenie to od razu powiedziałam, że ją zatrudnię w firmie, w której pracowałam. Nawet mnie o to nie pytała! Tak samo jak inna koleżanka chciała się przenieść do Warszawy, to też jej znalazłam miejsce w mojej ówczesnej firmie. I nie jest to jedyny przykład! 

Patrząc na moje intencje to bardziej chyba chciałam komuś coś udowodnić (że mam władzę) i w zasadzie nie myślałam o sobie czy też o negatywnych konsekwencjach moich decyzji. 

 

Teraz, gdy o tym myślę, widzę wyraźnie, że nie za bardzo zwracałam uwagę na to, co jest dla mnie najlepsze tylko najbardziej zależało mi na tym, żeby komuś było dobrze. Piastując wysokie stanowiska w korporacji zatrudnienie osób, które mnie znają poniekąd gwarantowało ich lojalność w sytuacji, kiedy zdarzało się, że podjęłam błędne decyzje lub brakowało mi odpowiednich kompetencji. 

Przeszłam długa drogę pełną trudnych sytuacji, aż odważyłam się zawalczyć o siebie. 

 

Życie prywatne?

 

Małżeństwo zakończone rozwodem, przeprowadzka z czteroletnią córką – z małej miejscowości do wielkiego miasta (czyli ucieczka od starego życia). Bez znajomych czy rodziny w Warszawie. Było to bardzo trudne, zwłaszcza, że wszyscy byli przeciwni, zarówno zmianie miejsca zamieszkania, jak i rozwodowi. 

Potem kolejny nieudany związek zakończony rozstaniem. A potem jeszcze kolejny – również zakończony rozstaniem, którego owocem jest mój obecnie 11-letni syn. 

 

Moje doświadczenia uświadomiły mi, że w zasadzie to nie potrzebuję faceta, żeby się czuć szczęśliwą kobietą. Potrzebuję partnera, a nie kogoś kto będzie mnie ograniczał i kontrolował czy też podcinał skrzydła. Teraz staram się nie robić nic na siłę, jeśli coś się ma wydarzyć, z pewnością się wydarzy! 

 

Zawodowo?

 

Zawsze dążyłam do wysokich stanowisk, ponieważ wiązały się z władzą i prestiżem – myślałam że będę lepsza i bardziej wartościowa. Znajdowałam sobie pracę zawsze powyżej moich kompetencji i pracowałam bardzo długie godziny, zaniedbując siebie i rodzinę. Firma była ważniejsza. Tworzyłam kolejne struktury, zarządzałam ludźmi, byłam w zarządzie. Stworzyłam 150-cio osobową firmę i byłam cenionym przez przełożonych pracownikiem stawianym za wzór. Miałam dobrych ludzi, ale stanowisko to wiązało się z bardzo dużym stresem, który rekompensowałam sobie kompulsywnymi zakupami. 

 

Jak widzisz moje życie jest bogate w doświadczenia, ale bez nich, nie byłoby mnie tutaj! Teraz z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że żyję na własnych warunkach i jestem ze sobą szczęśliwa. 

Ważne jest dla mnie życie wg wartości, które mi towarzyszą w życiu. 

 

Uwielbiam czytać bo to przenosi mnie w inny świat, nie mój i jest to swego rodzaju ucieczka. Przeczytałam w swoim życiu kilkaset książek i wiele z nich pamiętam ze szczegółami do dziś. Stąd pojawił się pomysł na Piasek w Butach – idea zaczerpnięta z jednej z książek Elin Hilderbrand.

 

To na czym mi zależy, to żeby kobiety bez wyrzutów pomyślały o sobie i nie spełniały bezmyślnie zachcianek czy też marzeń innych ludzi, zatracając przy okazji siebie. Tworząc niezdrowe mechanizmy, którymi zastępują swoje prawdziwe ja,  zapominając o sobie. 

Pragnę, aby nie czuły się winne, kiedy osiągają sukcesy, żeby uwierzyły że są dobre i wartościowe, takie jakie są. A jeżeli chcą coś zmieniać to tylko dla siebie. 

Nasze szczęście zależy od nas samych, a nie od tego czy jesteśmy z kimś w związku czy jaką mamy pracę. 

 

Nazywam się Marta Kobińska, chodźmy wysypać piasek z Twoich butów…