Jak chcę się czuć?

Jak chcę się czuć? Inne podejście do definiowania celów.

Określając swoje cele często zapominamy o naszych emocjach z nimi związanych. Zwracamy uwagę tylko na twarde aspekty realizacji celu. A co jakbyśmy podeszli do zdefiniowania naszych celów od strony emocjonalnej? Zadajmy sobie więc pytania: Jak chcę się czuć? Jak to mogę osiągnąć?

W poprzednim moim wpisie pisałam o formułowaniu swojego nadrzędnego celu. Nie jest to takie proste jak by się mogło wydawać. Czasami trzeba nad takim celem pracować bardzo długo i albo mamy to szczęście i jesteśmy w stanie sformułować nasz cel, albo pozostajemy w fazie poszukiwań całe miesiące czy lata. Czy jeżeli nie możemy go sformułować to jest z nami coś nie tak? Absolutnie nie! Nie dajmy się zwariować i omamić wszelkiego typu mówcom czy wątpliwej jakości treściom. Każdy z nas ma swoją drogę do przejścia. Każdy z nas jest wyjątkowy. Dlatego wszystkie złote rady, których słuchamy przepuszczajmy przez swoje filtry i sprawdzajmy czy aby na pewno nam posłużą. Nie zamykajmy się na nowe, ale też nie podążajmy ślepo za tłumem.

Jakie cele sobie stawiamy?

Często słyszę, że stawiamy sobie za cel kolejne stanowiska czy kolejne dobra materialne. Zatracamy się w dążeniu do osiągnięcia odpowiedniego statusu w pracy i w życiu. Pokonujemy kolejne bariery w dojściu na szczyt. Długie godziny spędzamy w pracy na rozwiązywaniu coraz to nowych skomplikowanych problemów. Przystosowujemy się do sytuacji, do kolejnych, czasami absurdalnych wymagań, realizujemy nie swoje cele. Zresztą sama długo nie odbiegałam od tego standardu.

Przychodzi jednak taki etap w życiu, kiedy zaczynamy się zastanawiać, dlaczego robimy to co robimy? Czy daje nam to satysfakcję? Jesteśmy szczęśliwi? Czy to na pewno jest to, czego w życiu chcemy? Przecież trzeba z czegoś żyć! Kiedy jesteśmy przyzwyczajenie do określonego standardu życia, trudniej nam zrezygnować z prestiżowego stanowiska czy krzywdzącej nas relacji, nawet w imię poświęceń. Co robimy? Dosypujemy kolejne ziarenka piasku, do i tak już przepełnionych i niewygodnych butów. Przecież człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do absolutnie każdych warunków, nawet tych ekstremalnie trudnych. Jeżeli nie wierzycie to polecam książkę VictoraE. Frankla – „Człowiek w poszukiwaniu sensu”. Co jakiś czas do niej wracam, zazwyczaj wtedy kiedy moje rozważania na temat poszukiwania sensu tego co robię zmierzają donikąd.

Czy warto mieć swój nadrzędny cel?

Tak jak już pisałam, oczywiście, że warto! Ale uważam też, że nic na siłę.

Ostatnio miałam bardzo ciekawą rozmowę z moją klientką, która jest właśnie na tym etapie. Od jakiegoś czasu zastanawia się jaki jest cel jej życia. Uparcie chce go sobie zdefiniować. Wszelkie próby podejścia do tematu, sprowadzane były do jednego pytania: Jaki jest mój życiowy cel? Nie pomagało przejście przez temat wartości, zainteresowań czy życiowych doświadczeń i osiągnięć. Moja klientka, zajmująca bardzo wysokie stanowisko w korporacji, czuła że stoi w miejscu i nie może się ruszyć. Piasek w jej ulubionych szpilkach w kolorze pięknej butelkowej zieleni był już za ciężki. Stanowiło to dla mnie, jako jej mentorki nie lada wyzwanie, jakie pytanie zadać, aby ją wyrwać z marazmu. Któregoś dnia zadzwoniłam do niej i zapytałam: Jak chcesz się czuć? Dzisiaj? Za tydzień? Rok? Pięć czy dziesięć lat? W jaki sposób chcesz osiągnąć ten stan? To był właśnie przełomowy moment. Ruszyłyśmy z miejsca.

Często podchodzimy do formułowania celów w sposób pragmatyczny. Tworzymy własną „check listę” i po kolei odhaczamy zrealizowane punkty. To jest dobre, ale tylko w sytuacjach, kiedy mamy do czynienia z zadaniami do wykonania. W przypadku formułowania swoich własnych celów warto odwołać się do emocji. Zadanie sobie pytania: Jak chcę się czuć i jak mogę to osiągnąć, może skierować nasze myślenie na inne tory. Tak jak moją klientkę może nas wyrwać z marazmu. W moim eBooku znajdziecie całą listę emocji, które mogą Wam pomóc w określeniu swojego samopoczucia. Zaznaczam, że nie wystarczy powiedzieć, że chcę się czuć dobrze i być szczęśliwa. Pokuśmy się o swoją własną definicję każdej z emocji, która pojawi się w naszej głowie.

Łatwo powiedzieć, trudniej zastosować.

Posłużę się jeszcze swoim własnym przykładem. Nad celem swojego życia zaczęłam się zastanawiać około cztery lata temu, kiedy zbliżałam się do osławionej czterdziestki. Przed tym czasem moje życie głównie obracało się wokoło pracy i realizowaniu kolejnych korporacyjnych celów. Wysokie stanowisko, to oprócz przywilejów, które kompensowały stres i frustrację, to spory ciężar odpowiedzialności za organizację i przede wszystkim pracowników. Mając jeszcze dwójkę dzieci, które również domagały się mojej obecności, przestrzeni dla samej siebie było już bardzo niewiele. Robiłam co mogłam, ale ciągle miałam wrażenie, ze to nie wystarczy. Zdecydowanie nie chciałam, żeby tak wyglądało moje życie, gdzie o godzinę dla siebie trzeba było walczyć jak lew. W końcu przyszedł czas na zmianę.

Wracając do szukania swojego nadrzędnego celu w życiu to jakkolwiek bym nie podchodziła do tematu, nie umiałam go sobie zdefiniować. Niczym jak moja klientka, zafiksowałam się na szukaniu jednego, precyzyjnie określonego celu. Tylko własne życie to nie korporacja i nie jest to takie proste. Odwołanie się do emocji i tego jak chciałabym się czuć za 5 lat pozwoliło mi zdefiniować kilka ważnych dla mnie kierunków działania, na których obecnie się koncentruję. Wraz z ich określeniem wiem gdzie idę i dlaczego właśnie tam. Wrócił spokój mojego ducha.

Jak sami widzicie zdefiniowanie swojego życiowego nadrzędnego celu to nie lista zadań do zrobienia. To droga, której przejście może nas nie jeden raz zaskoczyć. Czy warto w nią wyruszyć? Zdecydowanie tak! Pod jednym warunkiem. Że potraktujemy to jako przygodę, a nie kolejny „task” do odhaczenia. Doświadczajmy życia z otwartością i uważnością i tego co nam przynosi. Kto wie, może odkryjemy swój nadrzędny cel w zupełnie nowym dla nas obszarze.

Komentarze

  1. Rafał

    Moim nadrzędnym celem jest pchanie życia do przodu. Powoli, mały kroczkami, bez rzucania się i utraty sił. Dużo małych rzeczy, to dużo radości, jedno wielkie niepowodzenie wprawia niektórych nawet w depresję. Oczywiście wszystko mierzalne, a nie na „wydaje mi się”.

  2. Paweł

    Zgadzam się z tym co piszesz, warto mieć jakiś nadrzędny cel podyktowany tym, czego naprawdę oczekujemy od życia.

Komentowanie zostało wyłączone.