A pod piórem ciągle nic…

Śpiewała Kasia Nosowska w piosence Teksański. Lata mojej młodości. Wtedy jeszcze nie rozumiałam słów tej piosenki, ale dzisiaj mają dla mnie zupełnie inny wymiar. Rozumiemy do tyłu, ale musimy iść do przodu.

Ale czy na pewno sami piszemy historię naszego życia? Czy może realizujemy plan kogoś zupełnie innego? To, że urodziliśmy się w takiej, a nie innej rodzinie, w tym czy innym kraju determinuje całe nasze życie? Czy jesteśmy niewolnikami stereotypów, w których dorastaliśmy? Czy tylko to nas definiuje?

 

O ile jest to, powiedziałabym, że punkt wyjściowy dla naszego życia to chyba nie zgodziłabym się, że jest to nasza jedyna droga. Do pewnego momentu, owszem, nie mamy możliwości wyrwania się ze stereotypów, które nas ukształtowały, nawet nie rozumiemy czy to co nas otacza jest dobre czy złe. Obserwujemy, akceptujemy, nie zadajemy pytań.

Przychodzi jednak taki moment w życiu każdego z nas, że to czego doświadczyliśmy w przeszłości zaczyna nas mniej lub bardziej uwierać. Zaczynamy kwestionować zasady, w których funkcjonowaliśmy przez całe lata, buntujemy się, szukamy własnych dróg. Popełniamy błędy, błądzimy starając się znaleźć najlepsze dla nas rozwiązania. Szukamy siebie.

 

Na tej drodze poszukiwań zdarza się, że ludzie, którzy byli nam bliscy okazują się z zupełnie innej bajki, niż ta, w której chcemy być. Czasem to, co robliliśmy do tej pory okazuje się, że wcale nam nie służy. Boimy się tej wiedzy, bo nikt nie chce świadomie być tam, gdzie jest mu źle, gdzie traci energię i nic z tego nie ma dobrego dla siebie. Nie chcemy wcale się dowiedzieć, że do tej pory tylko marnowaliśmy czas, na ludzi, którzy nas wykorzystują, na robienie rzeczy, które nas spalają.

 

Przez pierwsze 35-40 lat życia mało się nad tym zastanawiamy, żyjemy bawimy się, korzystamy z życia. Budujemy swój świat. Kiedy już dobijamy do 40-stki i nachodzą nas różnego rodzaju refleksje bywa, że to co widzimy kompletnie odbiega od rzeczywistości jaką mieliśmy w głowie mając lat 20. Ale to nie jest powód to załamania. Absolutnie nie!

 

40-stka to piękny wiek, ponieważ nasza świadomość osiąga najwyższy poziom. To jest najlepszy moment w życiu na dokonywanie zmian. Pisząc 40-stka mam na myśli wiek między 35-45 lat, bo u różnych kobiet może być różnie. Mamy już za sobą bagaż doświadczeń i nasza umiejętność oceny własnego życia jest wysoka. W kolejnych latach ta świadomość tylko wzrasta.

 

Co jeżeli nie podoba nam się to co widzimy? Gdy patrzymy wstecz i przytłacza nas ciężar błędnych decyzji? Kiedy nasz status finansowy nie jest taki jaki chcemy, a życiowy partner nie jest wymarzonym księciem z bajki, praca, w której jesteśmy powoduje tylko stres i frustrację? Jak bardzo chciałybyśmy cofnąć czas, żeby to zmienić, podjąć inne decyzje? W takiej chwili pamiętajmy, że inaczej wcale nie znaczy lepiej. Gdybym wiedziała, że się rozwiodę, to nie brałabym ślubu? Czy gdybym wiedziała, że jak się zwolnię, to nie znajdę pracy przez następny rok? Czy gdybym wiedziała, że jestem świetnym PR-owcem, to tkwiłabym latami na call center?

 

Jesteśmy tu i teraz! Nie miesiąc czy rok temu! Na to było już nie mamy wpływu. To już za nami i choćbyśmy nie wiem jak czarowały i zaklinały rzeczywistość to ‘se ne wrati’.

 

To co możemy zrobić to szczerze ze sobą porozmawiać, wybaczyć sobie i innym, i odważnie postawić jeden krok. Potem kolejny i jeszcze jeden. A potem następny w kierunku życia jakie chcemy mieć. Wierzcie mi, nic straconego. Nasze doświadczenie czyni nas tym, kim jesteśmy. I nawet jak bardzo było trudne, to nie musimy dalej być w rzeczywistości, której nie chcemy. Na siebie mamy wpływ zawsze!

 

Wiem, łatwiej napisać niż zrobić. Wiem to! Nie raz się o tym przekonałam. Tylko stawką w tej grze jestem ja i moje życie! A ja chcę żyć na własnych warunkach! Nie chcę już szukać winnych moich niepowodzeń, tylko odważnie podejmować decyzje. Bo to jest moje życie i jest dla mnie bezcenne! Nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie od nowa.

Trzeba tylko wysypać zalegający piasek w butach i iść do przodu.

 

Chcesz usłyszeć słowa, to sama je sobie wymyśl!

Komentarze

  1. paulina

    Ja chyba jestem dość refleksyjną osobą, mimo młodszego wieku niż ten o którym piszesz, ciągle się staram sprawiać, aby moje życie było bardziej moje, żebym żyła na własnych zasadach, a nie według oczekiwań innych. Moim zdaniem nie ma limitu wieku, kiedy chcemy coś zmienić i żyć bardziej dla siebie. Najważniejsze to ruszyć do przodu, uświadomić sobie, że jako dorośli mamy wybór, a to, co się w naszym życiu zależy również od nas, nie tylko przypadkowych zdarzeń.

    1. piasekwbutach-admin

      Jeżeli chodzi o wiek, to z psychologicznego punktu widzenia właśnie w wieku około 40-stki osiągamy dojrzałość emocjonalną i nachodzą nas różne refleksje. Czasami jest to wcześniej a czasami później. W skrajnych przypadkach nigdy. Cieszę się, że żyjesz na własnych warunkach i refleksyjnie bo to bardzo ważne.

  2. Rafał

    Wyciągam nauczkę z błędu i więcej o nim nie myślę, bo i po co? Od rozpamiętywania po raz kolejny nic się nie zmieni, a marnuję tylko czas, który mogę przeznaczyć na coś innego. Dużo lepszego.

    1. piasekwbutach-admin

      właśnie o to chodzi… popełniać błędy, ale też wyciągać wnioski i cały czas iść do przodu.

Komentowanie zostało wyłączone.